Słowo „dukla” brzmi dla wielu jak nazwa podkarpackiego miasteczka – i faktycznie, tak się nazywa miasto niedaleko Jasła, ale dukla w górnictwie to coś zupełnie innego: jedno z najstarszych i najprostszych wyrobisk, które przez stulecia pozwalało ludziom dobierać się do skarbów ukrytych pod ziemią.
Słowo „dukla” pochodzi ze słowackiego, gdzie dukla oznacza po prostu otwór, dziurę. To bardzo dosłowne i trafne – dukla to nic innego jak pionowa dziura wykopana w ziemi. Powiązanie z miastem Dukla w Podkarpaciu jest najprawdopodobniej przypadkowe: nazwa tamtejszej miejscowości wywodzi się od barwinka (rośliny, po słowacku dúlka) lub od kształtu terenu, a nie od górniczego wyrobiska. W polskiej terminologii górniczej termin „dukla” upowszechnił się za sprawą bliskich kontaktów polskiego i słowackiego górnictwa, zwłaszcza w rejonach Karpat i Zagłębia Dąbrowskiego, gdzie tradycje wydobywcze sięgają głębokiego średniowiecza.
W języku górniczym dukla to pionowe wyrobisko o małym przekroju, najczęściej prostokątnym, wykonywane bez obudowy lub z minimalną obudową. Mówiąc prościej: to wąski, prosty szyb kopany ręcznie w celu zbadania złoża lub wydobycia surowca – najczęściej węgla lub rudy metali. Kluczowa cecha dukli to jej rozmiar: jest znacznie mniejsza od pełnowymiarowego szybu kopalnianego, przez co można ją było wykonać przy minimalnym wyposażeniu, dosłownie za pomocą kilofów i łopat.
Wydobycie urobku z dukli ręczną metodą nosi nawet własną nazwę techniczną: zrażanie. Tak określano pracę górnika, który schodził na dół dukli i urobioną skałę lub węgiel wyciągał ku powierzchni za pomocą prostego kołowrotu lub wiader.
Choć dukla kojarzy się z jednym typem wyrobiska, górnicza praktyka wykształciła kilka jej odmian:
Dukle należą do najstarszych form górniczych wyrobisk na ziemiach polskich. W rejonie Karpat, zwłaszcza w okolicach obecnej Dukli, Bochni i Wieliczki, prymitywne pionowe szybiki drążono już w średniowieczu, poszukując soli, rud żelaza i metali kolorowych. Technika ta była dostępna nawet dla małych, niezorganizowanych grup wydobywczych, nie wymagała ani dużego kapitału, ani zaawansowanej techniki – wystarczyły ramiona, kilofy i prosta drewniana budowla nad otworem do wyciągania urobku.
Szczególnie ciekawym rozdziałem historii duklii są tak zwane biedaszyby w Zagłębiu Dąbrowskim. W XIX i XX wieku bezrobotni i biedni mieszkańcy tego regionu kopali nielegalne dukle (zwane właśnie biedaszybami) na własną rękę – zazwyczaj na gruntach prywatnych lub w miejscach, gdzie złoże węgla leżało płytko. Węgiel wydobyty biedaszybem służył do ogrzewania własnego domu lub do sprzedaży na czarnym rynku. Proceder był nielegalny, niebezpieczny i powszechnie tolerowany w czasach głębokiej biedy – zwłaszcza w latach kryzysu lat 30. XX wieku i bezpośrednio po II wojnie światowej.
Praca przy dukli była niezwykle ciężka i niebezpieczna. Górnicy schodzili w dół po drewnianych klamrach lub linach, często bez żadnego zabezpieczenia. Wyrobisko było tak wąskie, że pracować można było tylko w jednej pozycji – kucając lub klęcząc. Urobiony węgiel lub ruda były:
Nie było lamp elektrycznych – górnicy używali łojowych świec lub prostych kagańców. Wentylacja była naturalna, o ile w ogóle istniała, co czyniło głębsze dukle śmiertelną pułapką w razie wypływu metanu lub tlenku węgla.
O ile klasyczna dukla jako metoda wydobycia należy dziś do historii, dukla wiertnicza przetrwała w zmodernizowanej formie do dziś. Przy współczesnych głębieniach szybów i pracach wiertniczych nadal wykonuje się wstępny szybik o głębokości kilku metrów, który stabilizuje górną część zestawu wiertniczego i nadaje mu właściwy kierunek. Zasada pozostaje ta sama od stuleci: zanim zacznie się wiercić głęboko, najpierw trzeba zrobić małą „dziurę na start”.
Spodobała Ci się treść? Oceń nas!